Super Ty, Ja, My

Superbohaterowie wrócili na stare śmieci — tak, skwitował powrót Festiwalu Dziwne Fajne i Zlotu Superbohaterów Mariusz Kałamaga podczas konferencji prasowej. Zapewne wiele osób stwierdziło, że jest to swoisty lapsus językowy (nie w kontekście poprawności językowej, a w skojarzeniach i kontekście walki z toksycznymi czy nielegalnymi odpadami zwożonymi do miasta). Mnie on przypadł do gustu, bo problemy miasta nie znikły jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. Superbohaterowie wrócili tam gdzie jest ich miejsce. Tam gdzie są potrzebni.

Moja pierwsza edycja Festiwalu, to była ta druga ;). Na pierwszej nie miałam okazji być, za to od od samego początku towarzyszyło mi uczucie czegoś niesamowitego. Co wyartykułował Kałamaga — drąc japę 😉 na całą ulicę Dworcową – „To miasto potrzebuje Superbohaterów!” Myślę, że w tym szaleństwie jest metoda. Potrzebujemy tej radości i euforii i wiary, że tutaj można się dobrze bawić, i spędzać wspaniale czas. Przypomnijcie sobie, kiedy ostatni raz widzieliście tylu roześmianych ludzi na ulicach? 🙂


Byłam też na Zlocie, kiedy odbywał się w Katowicach. To nie było jednak to. Zabrakło mi tego co w tej imprezie najważniejszego — optymizmu i euforii, która towarzyszy ludziom w Bytomiu. Pewnego poczucia tego, że dzieje się coś niezwykłego — że to nie tylko przebranie, nie tylko dobra zabawa, że to idea, która wykracza ponad dobrą zabawę. Warsztaty ekologiczne dla dzieci, ludzie w bytomskich koszulkach i poczucie jakiejś więzi, która nas tutaj łączy, oplata i sprawia że czujemy się w tym wszystkim razem. Razem i dobrze…

Od strony technicznej, zarzuciłam myśl o portretach, chciałam uzyskać jak największy kontekst, towarzyszył mi zatem bardzo szeroki kąt. I lampa błyskowa – cały czas się jej uczę.

Myślę, że sprawdziła się doskonale, dodając pewnego dramatyzmu zdjęciom i ładnie wycinając sylwetki z tła. Chciałam też aby było jak najwięcej blików i światła. Bo tego dnia – jak na zamówienie, towarzyszyła Superbohaterom superpogoda.

Oczywiście na Zlocie nie mogło zabraknąć tych niesamowitych linoskoczków!


Myślę, że tę energię zgromadzoną podczas ZLotu, musimy zgromadzić i racjonować przez najbliższy rok. DO następnego zlotu!

Fotografia (nie)obiektywna

Zawsze podziwiałam fotografów – reporterów. Tego, że ich zdjęcia są tak blisko. Fascynowały mnie te ciasne kadry, które powodowały, że emocje wypływały ze zdjęcia…
Wydaje mi się, że fotoreportaż jest tym rodzajem sztuki, który pokazuje, że nie możesz być obiektywny. Robiąc zdjęcia, pokazujesz też siebie – sposób w jaki je wykonasz zdradza Twój stosunek do świata i do ludzi. Nie ma się co z tym kryć. Wierzę, że fotografia może być zaangażowana. Tak jak dziennikarstwo. Nikt jeszcze z chłodną głową, zimną kalkulacją, nie potrafił przekazać szału radości, goryczy, gniewu czy szczęścia. Emocje są zaraźliwe, wierzę, że jeśli ich nie czujesz, nie pokażesz ich.

Dziewczymki skaczące w gumę

Niewiele smutnych zdjęć zobaczycie u mnie. Szczerze mówiąc do szewskiej pasji doprowadzają mnie fotografowie pokazujący w sposób stereotypowy Śląsk. Bo w moich oczach Śląsk jest zielony, jest kolorowy i pełen ciekawych ludzi. Dlatego uwielbiam takie imprezy jak „Bytomski zielnik” czy #parkovelove (z którego pochodzą akurat te zdjęcia). Udziela mi się wówczas nastrój dziecięcej radości i spontaniczności. I niemal każdemu rodzicowi będącemu uczestniekiem tej imprezy chciałabym powiedzieć: drogi rodzicu: wychowwywanie – robisz to zdecydowanie dobrze!


Uwielbiam też takie wydarzenia, ponieważ dają mi dziecięcą wręcz możliwość eksperymentowania i zabawy fotografią. Tak, zabawy!
Gdyby parę lat temu, ktoś zaproponował mi użycie lampy błyskowej, w samym środku gorącego i słonecznego dnia, chyba bym go wyśmiała. Ale od pewnego czasu, lampa staje się moim nieodłącznym towarzyszem. Uwielbiam pewien rodzaj dramaturgii, który potrafi wykreować. Pokazuje na co patrzę i co podziwiam. A czasem dodaje efektu malarskiego. Nie daje też złudzeń – tak mi się zdaje, że jestem biernym obserwatorem. Który cichaczem i z dystansu próbuje podpatrywać innych. Nie, to jest jasny komunikat, patrzę na Ciebie. I już Cię lubię 🙂

Kiedyś byłam cichą i spokojną osobą, potem zostałam gadułą. I lubię ten rodzaj interakcji, kiedy z powodu aparatu, mimo że stoimy naprzeciwko siebie, to tworzymy coś razem. Nawet jeśli wydaje się Wam to czymś zwariowanym, no każę rzucać w moją stronę – a najlepiej trafiać na czubek głowy 😀

Zachwycić się tysiące razy

Niektórzy wyjeżdżają by robić zachwycające zdjęcia. Podróżują by uchwycić piękno nieznanych im miejsc i dać się zaskoczyć. Zwykło się nawet mawiać, że liczy się nowe spojrzenie kogoś niezaznajomionego z tematem. I wiele jest w tym racji, wyruszając w nowe i nieznane, chłoniemy, poszukujemy i sprawdzamy. Nie przechadzamy się ulicami w zamyśleniu, wręcz przeciwnie, oglądamy szukamy, przyglądamy się, tak by nic nam nie uciekło…

Znam to i niejednokrotnie sama tego doświadczam. Uwielbiam gubić się w nieznanym mi mieście i przechadzać się jego ulicami, pełna ekscytacji w miarę kolejnych odkryć. Posmak nowości ekscytuje, i pobudza nasze zmysły. Ale czy kiedykolwiek zdarzyło wam się wyruszyć znanymi wam ścieżkami w podróż, i poczuć ekscytację? Stanąć w miejscu, w którym stawało się już tysiące razy i się zachwycić?

Mi tak. I jest to najpiękniejsze uczucie na świecie. To tak jakbyście ujrzeli piękno w najczystszej postaci. To tak jakby nosić okulary, dzięki którym można spojrzeć na świat zupełnie na nowo. Czasami świat uchyla Wam rąbka tajemnicy, wychyla się i szepcze Wam że jest piękny. Zdarza się, że patrzę na świat i staję i się zachwycam. Czasem w tym czasie mijają mnie tłumy, i zdziwiona widzę, że niewielu poza mną zatrzymuje się by podziwiać ten spektakl.

Czasem spojrzeć na świat „inaczej” jest stosunkowo prosto. Lecz czasem aby spojrzeć, trzeba dostrzec, bo czasem gdy patrzymy to w cale nie widzimy. A trzeba naprawdę widzieć, by móc się zachwycić. To wymaga wysiłku. Przede wszystkim świadomego patrzenia. Nauczyłam się patrzeć, gdy uświadomiłam sobie jak wiele mnie omija. Wszystko to wydaje się strasznie zagmatwane gdy to opisuję, lecz rzecz jest naprawdę prosta.

Można po prostu wstać o 5 nad ranem, pójść nad łąkę, i zachwycić się urzekającą rosą na trawie i pomyśleć jak świat jest piękny. I uwierzcie, że czasem nic więcej nie potrzeba by poczuć się dobrze.

Jeszcze jest chwila, dlatego chciałabym Życzyć Wam wspaniałych świąt, i tego byście zawsze świadomie patrzyli na świat i ludzi, którzy Was otaczają. Bo naprawdę czasem bardzo łatwo się nimi zachwycić i być szczęśliwym.